|
Idzie ceper w góry na boki się kiwa Niesie z sobą szynkę i skrzyneczkę piwa Idzie sobie ochoczo bo to chłop jak dąb Pięknie wystrojony mądry zaś jak głąb Co chwilę przystaje pociąga łyk piwa Na bok rzuca flaszkę tak to często bywa Narzeka przy tym że ciągle ma pod górę Cepra żona że halny zniszczył jej fryzurę Pomału mają dosyć tej górskiej wycieczki Dochodzi szybko do małżeńskiej sprzeczki Ona chce odpocząć chociaż krótką chwilkę On wyciąga z plecaka piwa pełną skrzynkę Usiadł na kamieniu i w domysłach tonie Co się stało jego ukochanej żonie Hołubce wywija ogromne babisko Bo tyłkiem siadła prosto na mrowisko Wrzeszczy i krzyczy po calutkiej hali Na ratunek biegnie gromada górali Każdy chce pilnie nieść jej ratunek By w czułe miejsce złożyć opatrunek Od licznych ukąszeń tyłek szybko puchnie Wszystkim się wydaje że zaraz wybuchnie I wybuchł by pewnie, gdyby nie baca On to obwąchał, osłuchał, obmacał Na koniec od cepra wziął pełne piwo I skropił ceprowej tkankę wrażliwą Ona w podzięce puściła mu bąka Baca do dzisiaj na samą myśl się jąka. Choć cepr z ceprową znikli gdzieś w oddali Bąk się rozprzestrzenił po góralskiej hali Historia byłaby całkiem przerażająca Gdyby halniak wybawca, nie zgonił bąka. |