Idzie ceper w góry   na boki się kiwa  
Niesie z sobą szynkę i skrzyneczkę piwa
Idzie sobie ochoczo bo to chłop jak dąb
Pięknie wystrojony mądry zaś jak głąb

Co chwilę przystaje pociąga łyk piwa
Na bok rzuca flaszkę tak to często bywa
Narzeka przy tym że ciągle ma pod górę
Cepra żona że halny zniszczył jej fryzurę

Pomału mają dosyć tej górskiej wycieczki
Dochodzi szybko do małżeńskiej sprzeczki
Ona chce odpocząć  chociaż krótką chwilkę
On wyciąga z plecaka piwa pełną skrzynkę

Usiadł na kamieniu i w domysłach tonie
Co się stało jego ukochanej żonie
Hołubce wywija ogromne babisko
Bo tyłkiem siadła prosto na mrowisko

Wrzeszczy i krzyczy po calutkiej hali
Na ratunek biegnie gromada górali
Każdy chce pilnie nieść jej ratunek
By w czułe miejsce złożyć opatrunek

Od licznych ukąszeń tyłek szybko  puchnie
Wszystkim się wydaje że zaraz wybuchnie
I wybuchł by pewnie, gdyby nie baca
On to obwąchał, osłuchał, obmacał

Na koniec od cepra wziął pełne piwo
I skropił ceprowej tkankę wrażliwą
Ona w podzięce puściła mu bąka
Baca  do dzisiaj na samą myśl się jąka.

Choć cepr z ceprową znikli gdzieś w oddali
Bąk się rozprzestrzenił po góralskiej hali
Historia byłaby całkiem przerażająca 
Gdyby halniak wybawca, nie zgonił  bąka.


Contact Us / Kontakt z nami
skaner@skaner.net / +1 519 641 8894